Mateusz Gamrot, który od lat jest związany z amerykańskim klubem American Top Team, nie widzi dużej różnicy pomiędzy treningami w USA, a tymi, które robi w Polsce w klubie Czerwony Smok.
Mateusz Gamrot przebywa aktualnie w USA, gdzie przygotowuje się do swojej kolejnej walki w UFC. Przed nadchodzącym bojem Mateusz opowiedział w programie „Oktagon Live” o tym, czy istnieje duża różnica między treningami w Stanach, a tym co zawodnicy robią w Polsce.
– Jedyna różnica jaka jest, to sparingpartnerzy – przyznał Mateusz. – Tutaj mam dostęp do zupełnie kogoś innego. Teraz trenowałem bardzo dużo z Edsonem Barbozą, robiłem dwa razy z Dustinem Poirierem, robiłem z Thiago Moisesem, który jest numerem 14 w kategorii lekkiej. Chodzi więc bardziej o aspekt mentalny, że wychodzi się do nich i albo robimy wyrównany sparing, albo ja przewyższam, lub nieznacznie coś tracę, ale z moich jakichś błędów, więc widać, że jesteśmy tacy sami. Tu jest zrobiony inny marketing – UFC, liga mistrzów i jest to mocno nadmuchane, ale wydaje mi się, że tak jak to udowodniła Asia Jędrzejczyk i Jan Błachowicz i udowodnię to ja, nie ma żadnej przepaści.
Mateusz Gamrot powiedział również, że jako zawodnik UFC ma w klubie ATT do dyspozycji własny pokój, w którym może mieszkać w trakcie obozu przygotowawczego do walki.
Do najbliższej walki Mateusza Gamrota dojdzie już w lipcu. Rywalem Polaka będzie Jeremy Stephens.
Dla “Gamera” będzie to trzecia walka w UFC. Do debiutu Mateusz w oktagonie doszło w październiku 2020 roku na “Fight Island” w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W starciu z Guram Kutateladze Polak musiał jednak uznać jego wyższość w klatce. Walka była jednak bardzo wyrównana i zakończyła się na kartach sędziowskich.
W drugim boju Mateusz wygrał przez nokaut ze Scottem Holtzmanem.
0 komentarzy